Rano w tramwaju dziewczyna w niebieskim szaliku niechlujnie
żuje gumę. Nadmuchuje balon. Patrzę przez okno. Samochód nie zdążył zahamować,
wjeżdża w tłum ludzi, którym nie chciało się poczekać, aż czerwone zmieni się w
zielone. Okulary spadają, pomarańcze się rozsypują, wiat porywa apaszkę. Tuż za
rondem ciężarówka wbija się w tył autobusu. Blacha gnie się jak liście sałaty,
szyby wybuchają milionem brylantów, opony malują na asfalcie secesyjne wzory. Most
wali się pod ciężarem pociągu, który jak bezwładna gąsienica zsuwa się do
rzeki. Ostatkiem sił próbuje utrzymać się na skrawku śliskiego toru, podciągnąć
na zerwanej sieci trakcyjnej. Nic z tego. Wszyscy zginą. Pęka balustrada na
moście. Przyczepione do niej kłódki, znaki wiernej nieskończonej miłości, lecą
do brudnej wody jak paciorki (szklane, oczywiście). Dzikie, nieśmiałe dotąd zwierzęta,
które skrywały się w bebechach miasta, odzyskują śmiałość, wychodzą z ukrycia. Już
nie wystarczą im resztki, śmiecie i odpadki. Szczury ciągną kawał Grana Padano
z pobliskich delikatesów, bezdomne psy rozszarpują jamóna serrano. Odpada tynk, pękają szyby, drżą ulice. Ludzie uciekają w
popłochu, nie wiedząc, że nigdzie nie jest lepiej. Wszyscy umrą. Uśmiecham się.
Balon pęka. Dziewczyna w niebieskim szaliku zlizuje resztki gumy z czerwonych
ust.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 marca 2014
Apocalypse. Now!
Etykiety:
jednak nie,
katastrofa,
kicz,
nuda,
ona,
paciorki,
podpatrywanie,
pretekst,
śmierć,
ważne rzeczy,
wino,
wolność,
z miasta,
zniszczenie,
zwierzęta
poniedziałek, 17 czerwca 2013
romantyczność
Silva ma złamane serce. Próbuję ją
wspierać, ale kiepsko mi to wychodzi. Od bardzo dawna nie dałam
nikomu możliwości złamania sobie serca i już trochę zapomniałam,
jak to jest. Przy S. czuję się zimna i kamienna.
Opowiadała mi o różnych
romantycznych sytuacjach, które były i minęły.
– Któregoś dnia czekałam na niego
przez cały dzień ubrana tylko w zwiewną, czarną sukienkę.
Myślałam, że spłonę, a on to podsycał esemesami...
– Tak, znam to. Potem, jak już
przychodzi co do czego, okazuje się, że właściwie wszystko się
wydarzyło w tych esemesach, że już się nie chce, że chodziło
tylko o czekanie i można pójść spać. Albo osoba, na którą się
czekało, spóźnia się nieznośnie, robi ci się zimno, zakładasz
dres, chowasz się pod kocem i czytasz książkę do rana.
– Nieprawda! – oburzyła się z lekkim
uśmiechem.
– Prawda, prawda. To tak, jak z seksem
na plaży. W filmie wygląda romantycznie, a w rzeczywistości?
Piasek w ustach, we włosach i w cipce. Otarcia. Albo śniadanie do
łóżka. Okruchy pod tyłkiem, rozlana kawa, filiżanka, której nie
ma gdzie odstawić. Przed śniadaniem trzeba zrobić siku, umyć
zęby. Po co potem wracać do łóżka? Na seks to rozumiem, ale żeby
jeść? Bez sensu. A seks w kuchni? Kiedy boli kark, bo trudno się
zmieścić pod wiszącymi szafkami, trzeba uważać, żeby nie rozlał
się olej albo mleko, żeby nie zrzucić solniczki, nie nadziać się
na nóż. Zrywanie naręczy polnych kwiatów i razem z nimi
przynoszenie sobie do domu mszyc. Szczękanie zębami z zimna nocą
na moście i potem leczenie spierzchniętych ust. Dostawanie ciętych
kwiatów i obserwowanie, jak gniją, umierają, zaczynają
śmierdzieć...
czwartek, 13 września 2012
helotki* z Lasek
Opowiadałam im o pierwszej jedynce, którą dostałam za śpiewanie, a właściwie zmyślanie, szkolnego hymnu. Pod wpływem tych sentymentów weszłam na stronę swojej dawnej szkoły. Rzuciłam okiem do galerii
zdjęć, a tam tytuł: "Pobyt u niewolnic w Laskach". Błyskawicznie wyobraziłam sobie zamknięty ośrodek w lesie pełen pięknych niewolnic ubranych w
białe, powłóczyste szaty. Skąpo ubranych. Spojrzałam lepiej: "Pobyt u dzieci
niewidomych w Laskach".
* takie jak u Zawistowskiej:
[...] helotka biała
W pętach zmysłów, na służbie u pysznego ciała —
Kwiat Bezcześci o Wstydu błękitnej koronie.
* takie jak u Zawistowskiej:
[...] helotka biała
W pętach zmysłów, na służbie u pysznego ciała —
Kwiat Bezcześci o Wstydu błękitnej koronie.
piątek, 24 sierpnia 2012
młode wilki
– Zostań jeszcze chwilę – powiedziałam, kiedy ognisko zaczęło
dogasać, a wszyscy zbierali się do snu. Próbowała się wykręcić, bo zimno, rosa
i trochę strasznie tak same w sercu Beskidów.
– Zostań. Tylko niech pójdą spać, pogaszą światła.
Usiadła trochę niepewna. W chwili, w której ją zobaczyłam
parę dni wcześniej, wiedziałam, że to jej pierwszy pobyt w Polanach, w chacie bez prądu,
bez bieżącej wody. Drobna i zagubiona w plątaninie pasków od plecaka, w za
dużym polarze nieporadnie próbowała dołożyć drwa do pieca. Wyhaczyłam jej
spojrzenie jeszcze w ciągu dnia, kiedy usiłowała wypić herbatę z metalowego
kubka; grzała sobie o niego dłonie skulona na drewnianej ławce i patrzyła w
dal.
– Tu była kiedyś Łemkowska wieś. Ponad sto domów, sześciuset
mieszkańców. Duża Cerkiew. Ruinę dzwonnicy widać z kuchennego okna. Nic poza
tym nie zostało. A, jeszcze drzewa owocowe. Smutne osierocone grusze i
jabłonie – powiedziałam, gasząc papierosa. Nie podniosła wzroku, ale jej
spojrzenie odrobinę posmutniało.
Usiadła obok mnie tak, że stykałyśmy się ramionami.
Patrzyłyśmy na wygasający żar, chłód atakował nas od tyłu. Było w niej jakieś
zniecierpliwienie, ciekawość i obawa. Dłubała czubkiem buta w popiele, naciągała
rękawy na dłonie, delikatnie się kołysała. Robiło się coraz ciszej i coraz zimniej.
Najpierw odezwał się pojedynczy głos. Mocne, krótkie wycie w
lesie za strumieniem. Odpowiedziały mu kolejne, dobiegające ze wszystkich stron,
dłuższe i wyższe dźwięki. Odbijały się echem i powoli cichły, żeby po chwili rozpocząć
koncert od nowa.
Spojrzała na mnie przerażona.
– Myślałam, że chcesz mi pokazać gwiazdy – rzuciła i
uciekła.
piątek, 13 kwietnia 2012
nadzieja na żądanie
Na trasie mojego autobusu został uruchomiony nowy przystanek. Nazywa się "Nadziei" i obowiązuje jako przystanek na żądanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)