Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Apocalypse. Now!



Rano w tramwaju dziewczyna w niebieskim szaliku niechlujnie żuje gumę. Nadmuchuje balon. Patrzę przez okno. Samochód nie zdążył zahamować, wjeżdża w tłum ludzi, którym nie chciało się poczekać, aż czerwone zmieni się w zielone. Okulary spadają, pomarańcze się rozsypują, wiat porywa apaszkę. Tuż za rondem ciężarówka wbija się w tył autobusu. Blacha gnie się jak liście sałaty, szyby wybuchają milionem brylantów, opony malują na asfalcie secesyjne wzory. Most wali się pod ciężarem pociągu, który jak bezwładna gąsienica zsuwa się do rzeki. Ostatkiem sił próbuje utrzymać się na skrawku śliskiego toru, podciągnąć na zerwanej sieci trakcyjnej. Nic z tego. Wszyscy zginą. Pęka balustrada na moście. Przyczepione do niej kłódki, znaki wiernej nieskończonej miłości, lecą do brudnej wody jak paciorki (szklane, oczywiście). Dzikie, nieśmiałe dotąd zwierzęta, które skrywały się w bebechach miasta, odzyskują śmiałość, wychodzą z ukrycia. Już nie wystarczą im resztki, śmiecie i odpadki. Szczury ciągną kawał Grana Padano z pobliskich delikatesów, bezdomne psy rozszarpują jamóna serrano. Odpada tynk, pękają szyby, drżą ulice. Ludzie uciekają w popłochu, nie wiedząc, że nigdzie nie jest lepiej. Wszyscy umrą. Uśmiecham się. Balon pęka. Dziewczyna w niebieskim szaliku zlizuje resztki gumy z czerwonych ust.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

romantyczność

Silva ma złamane serce. Próbuję ją wspierać, ale kiepsko mi to wychodzi. Od bardzo dawna nie dałam nikomu możliwości złamania sobie serca i już trochę zapomniałam, jak to jest. Przy S. czuję się zimna i kamienna.

Opowiadała mi o różnych romantycznych sytuacjach, które były i minęły.
– Któregoś dnia czekałam na niego przez cały dzień ubrana tylko w zwiewną, czarną sukienkę. Myślałam, że spłonę, a on to podsycał esemesami...
– Tak, znam to. Potem, jak już przychodzi co do czego, okazuje się, że właściwie wszystko się wydarzyło w tych esemesach, że już się nie chce, że chodziło tylko o czekanie i można pójść spać. Albo osoba, na którą się czekało, spóźnia się nieznośnie, robi ci się zimno, zakładasz dres, chowasz się pod kocem i czytasz książkę do rana.
– Nieprawda! – oburzyła się z lekkim uśmiechem.
– Prawda, prawda. To tak, jak z seksem na plaży. W filmie wygląda romantycznie, a w rzeczywistości? Piasek w ustach, we włosach i w cipce. Otarcia. Albo śniadanie do łóżka. Okruchy pod tyłkiem, rozlana kawa, filiżanka, której nie ma gdzie odstawić. Przed śniadaniem trzeba zrobić siku, umyć zęby. Po co potem wracać do łóżka? Na seks to rozumiem, ale żeby jeść? Bez sensu. A seks w kuchni? Kiedy boli kark, bo trudno się zmieścić pod wiszącymi szafkami, trzeba uważać, żeby nie rozlał się olej albo mleko, żeby nie zrzucić solniczki, nie nadziać się na nóż. Zrywanie naręczy polnych kwiatów i razem z nimi przynoszenie sobie do domu mszyc. Szczękanie zębami z zimna nocą na moście i potem leczenie spierzchniętych ust. Dostawanie ciętych kwiatów i obserwowanie, jak gniją, umierają, zaczynają śmierdzieć...

czwartek, 13 września 2012

helotki* z Lasek

Opowiadałam im o pierwszej jedynce, którą dostałam za śpiewanie, a właściwie zmyślanie, szkolnego hymnu. Pod wpływem tych sentymentów weszłam na stronę swojej dawnej szkoły. Rzuciłam okiem do galerii zdjęć, a tam tytuł: "Pobyt u niewolnic w Laskach". Błyskawicznie wyobraziłam sobie zamknięty ośrodek w lesie pełen pięknych niewolnic ubranych w białe, powłóczyste szaty. Skąpo ubranych. Spojrzałam lepiej: "Pobyt u dzieci niewidomych w Laskach".




* takie jak u Zawistowskiej:
[...] helotka biała
W pętach zmysłów, na służbie u pysznego ciała —
Kwiat Bezcześci o Wstydu błękitnej koronie.

piątek, 24 sierpnia 2012

młode wilki


– Zostań jeszcze chwilę – powiedziałam, kiedy ognisko zaczęło dogasać, a wszyscy zbierali się do snu. Próbowała się wykręcić, bo zimno, rosa i trochę strasznie tak same w sercu Beskidów.
– Zostań. Tylko niech pójdą spać, pogaszą światła.

Usiadła trochę niepewna. W chwili, w której ją zobaczyłam parę dni wcześniej, wiedziałam, że to jej pierwszy pobyt w Polanach, w chacie bez prądu, bez bieżącej wody. Drobna i zagubiona w plątaninie pasków od plecaka, w za dużym polarze nieporadnie próbowała dołożyć drwa do pieca. Wyhaczyłam jej spojrzenie jeszcze w ciągu dnia, kiedy usiłowała wypić herbatę z metalowego kubka; grzała sobie o niego dłonie skulona na drewnianej ławce i patrzyła w dal.

– Tu była kiedyś Łemkowska wieś. Ponad sto domów, sześciuset mieszkańców. Duża Cerkiew. Ruinę dzwonnicy widać z kuchennego okna. Nic poza tym nie zostało. A, jeszcze drzewa owocowe. Smutne osierocone grusze i jabłonie – powiedziałam, gasząc papierosa. Nie podniosła wzroku, ale jej spojrzenie odrobinę posmutniało.

Usiadła obok mnie tak, że stykałyśmy się ramionami. Patrzyłyśmy na wygasający żar, chłód atakował nas od tyłu. Było w niej jakieś zniecierpliwienie, ciekawość i obawa. Dłubała czubkiem buta w popiele, naciągała rękawy na dłonie, delikatnie się kołysała. Robiło się coraz ciszej i coraz zimniej.

Najpierw odezwał się pojedynczy głos. Mocne, krótkie wycie w lesie za strumieniem. Odpowiedziały mu kolejne, dobiegające ze wszystkich stron, dłuższe i wyższe dźwięki. Odbijały się echem i powoli cichły, żeby po chwili rozpocząć koncert od nowa.

Spojrzała na mnie przerażona. 
– Myślałam, że chcesz mi pokazać gwiazdy – rzuciła i uciekła.

piątek, 13 kwietnia 2012

nadzieja na żądanie

Na trasie mojego autobusu został uruchomiony nowy przystanek. Nazywa się "Nadziei" i obowiązuje jako przystanek na żądanie.