Na moim prawym ramieniu siedzi ptak z rodziny krukowatych.
Miarowo uderza dziobem, przebija skórę i drąży otwór w kości mojej czaszki. Próbuję ignorować
ból, dopóki to jest możliwe, potem łykam tabletkę. Strużka krwi ścieka po szyi
za kołnierz, rozmazuje się pod ubraniem, ale jestem sprytna. Zakładam czerwoną
koszulę, żeby nikt się nie domyślił, żeby wszyscy myśleli, że taki ze mnie
oryginał, co trzyma ptaka na ramieniu. Jest duży i ciężki. Są dni, kiedy trzepie
skrzydłami i wydaje głośne dźwięki, które zagłuszają wszystko: szum miasta,
śmiech przyjaciela, wyznania miłosne, prośby o pomoc. Stuka i łomocze, krzyczy
i kracze, a ja marzę o ciszy, o odrobinie niezbędnego spokoju. Czasem zasypia.
Wtedy rana zaczyna się goić, krew zasycha, niepewnie się uśmiecham. Zbyt szeroki
uśmiech sprawia, że skóra na głowie się porusza, a strup pęka. Wypływa świeża
krew, jej zapach budzi ptaka. Znowu dziobie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sowa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 czerwca 2014
środa, 11 kwietnia 2012
urzekła mnie twoja sowa
Wczoraj podszedł do mnie bezdomny pan. Myślę, że miał więcej niż 70 lat. Jak zwykle czytałam, nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje wokół mnie. Wyrósł mi nagle przed nosem i powiedział, patrząc na mój pierścionek z sową: "Urzekła mnie ta sowa! Dziękuję, że dzięki pani zobaczyłem dziś coś miłego. Życzę pani szczęścia i mądrości." Uchylił kapelusza i odszedł uśmiechnięty.
Etykiety:
podpatrywanie,
scenka rodzajowa,
sowa,
szczęście
Lokalizacja:
Warszawa, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)